Pozdrowienia z Hiszpanii: sfera
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Pozdrowienia z Hiszpanii: sfera

Moi Drodzy, przez następne dwa tygodnie będę miała przyjemność pisania do Was prosto z mojej ukochanej Hiszpanii. Konkretnie: z Salamanki. Przez pierwsze dni (jestem tu od soboty) tylko tak sobie spacerowałam, w oszołomieniu podziwiając niesamowicie monumentalne budynki w starej części miasta. Wczoraj jednak postanowiłam pójść do El Corte Ingles, ponieważ znajoma Hiszpanka postraszyła mnie, że wyprzedaże zaraz się skończą, a ja wrócę do Polski bez niczego nowego z Desigual.

Co prawda nadal mi to grozi, niczego bowiem z Desigualu sobie nie kupiłam, ale za to odkryłam nieznaną mi dotąd hiszpańską markę związaną z El Corte Ingles. Marka ta nazywa się Sfera. Jej stylistykę najlepiej chyba porównać do, także w końcu hiszpańskiej, Zary. W jej kolekcjach znajdziemy bowiem dużo krojów bardzo na czasie, w tym kilka beszczelnych kopii projektów z wybiegów i kilka wzorów mających zdecydowanie wybijać się na tle innych (typu sukienka z piór czy futurystyczna spódnica z ekstrawaganckimi przeszyciami), wszystko przesycone pewnym je ne sais quoi, taką niewymuszoną naturalnością.

Główną różnicę między Sferą i Zarą stanowią proporcje rozmiarów – podczas gdy w Zarze po prostu nie jestem w stanie sobie nic kupić, bo znajduję wyłącznie ubrania uszyte na osoby wyższe/grubsze w talii (gdy M)/chudsze w biodrach (gdy S)/itd., w Sferze wszystkie ciuchy, które mierzyłam, leżały na mnie idealne. Do tego ceny większości ubrań reprezentują możliwą do zaakceptowania średnią. Nie zdziwi Was pewnie zatem informacja, że wyszłam z El Corte Ingles z piękną beżową spódnicą mini i gołębią drapowaną bluzką w stylu Phoebe Philo czy Celine… Muy presiosas, jak mówią Hiszpanie 😉

Więcej informacji na temat Sfery, zdjęcia kolekcji i adresy sklepów znajdziecie na stonie internetowej marki.