A teraz coś z zupełnie innej beczki
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

A teraz coś z zupełnie innej beczki…
Tak się złożyło, że ostatnio dla dwóch różnych portalów pisałam teksty o piosenkarkach. Z zupełnie innej perspektywy, w zupełnie innym stylu. Jeden tekst znajdziecie tutaj, drugi nie poszedł – no ale dlaczego ma się marnować 😉 Takie są zalety prowadzenia własnego bloga, że mogę go opublikować poniżej 🙂

Jak brzmi muzyka, którą grasz? Kogo to obchodzi! Ważne, jak wyglądasz. Nasza kultura już dawno stała się kulturą obrazkową i piosenkarki (lub przynajmniej ich PR-owcy) doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wymyślając ekstrawaganckie aranżacje albo bajerancko-odkrywcze połączenia dźwięków, przypodobasz się najwyżej krytykom, swoim przyjaciołom oraz snobom lansującym się na koneserów muzyki awangardowej, którzy i tak w pieleszach domowych słuchają po kryjomu radia Eska. Tymczasem płaszcz uszyty z Kermitów lub kosmiczne szpilki św. pamięci Alexandra McQueena wyniosą Cię na pierwsze strony gazet, portali, blogów i gdzie tylko sobie zamarzysz. Dzięki nim zawładniesz umysłami milionów – będą Cię kochać, będą Cię nienawidzić; ogłoszą uosobieniem postmodernizmu i zgubą dobrych chrześcijańskich dzieci. Nawet jeśli jakimś cudem nie uda Ci się sprzedać dużo płyt, pomyśl, ile zarobisz na występach w programach śniadaniowych…

Istnieje kilka sprawdzonych przepisów, jak stać się ikoną współczesnej muzyki. Po pierwsze: przejawiaj niewyjaśnioną fascynację produktami spożywczymi. W wersji gore (a’la Lady Gaga) – wkurz PETA i oblep się surowym mięsem. W wersji light (a’la Katy Perry) – wkurz feministki i ubrana w cukierki powyginaj się w teledysku robiąc głupie (według speców od marketingu – seksowne) miny. Możesz też pójść o krok dalej i na piersi założyć dozowniki bitej śmietany w sprayu, które w decydującym momencie gustownie wystrzelą. Albo nawiązać do wodewili lat trzydziestych i wybrać mini z bananów, która niczego nie zasłania. Albo zadawać szyku w sukience z czekolady topiącej się powoli pod wpływem ciepła Twojego ciała (to dopiero mógłby być hit…). Biorąc pod uwagę różnorodność dostępnych w sklepach produktów, masz duże pole do popisu.

Po drugie: ekstremalne dodatki. Buty z obcasami jak szczudła (albo jeszcze lepiej – bez obcasów), zasłony na twarz, gigantyczne kapelusze z własnych włosów… Generalnie w cenie jest wszystko, co utrudnia utrzymanie równowagi, uniemożliwia widzenie lub w jakikolwiek sposób Cię oszpeca.

A co z – wydawałoby się – klasycznym sposobem zdobywania popularności muzycznej na seks i nagość? Dotąd wystarczyło po prostu zapomnieć o założeniu spodni/spódnicy, ale aktualnie zestaw lateksowe body + gołe nogi są „so last season”. Teraz zainteresować kogokolwiek swoją nieokiełznaną seksualnością na dłużej niż pięć minut mogą tylko osoby nieposiadające jeszcze dowodu. Tak jak Taylor Momsen, frontmenka niejakich The Pretty Reckless, która jako szesnastolatka przemieniła się ze słodkiej blondyneczki w koszmar każdej mamusi. Zamiast zarzekać się, że zachowa dziewictwo aż do ślubu i wybierać słodkie sukienusie, Taylor pożycza buty od striptizerek (w tym moje ulubione, z przezroczystymi skarbonkami podpisanymi „napiwki” zamiast zwykłych platform), występuje na scenie w samej bieliźnie i z naturalną delikatnością nastolatki powtarza, że pieprzy wszystkich, którzy krytykują jej styl.

Jednak nikt nie opanował sztuki zdobywania sławy w świecie muzyki samym wyglądem lepiej niż nasze rodzime gwiazdy. Kto potrafi zanucić piosenki Dody? A wszyscy znamy jej lateksowo-plastikowo-metalowe gorsety łączące sado-maso lat 90. ze strojami seksownych wojowniczek fantasy. Kto umie wymienić choć jedną piosenkę (albo imię) dziewczyny, która była już przebrana za rosyjską księżniczkę, pokazała piersi przez czarną niezasłaniającą niczego bluzkę i zerżnęła z teledysku Rihanny kask z uszami Myszki Miki? No właśnie. Chyba nie muszę dalej tłumaczyć…

florence + the machine vs. karen elson

„Lubię być przerażająca na scenie. Moim celem jest straszenie ludzi lub ich uszczęśliwianie. Jest we mnie coś takiego, co ujawnia się dopiero podczas koncertów. Mroczna, zagniewana część mojej osobowości” – Florence Welch. Już w wieku siedmiu lat występowała na rodzinnych uroczystościach takich jak śluby czy pogrzeby („głównie pogrzeby” – zaznacza).

„Jako modelka jestem na łasce wszystkich dookoła. To sytuacja, w której idę do pracy, zakładam ubrania, staję przed obiektywem aparatu i wracam do domu. Ale nigdy nie mam tak naprawdę kontroli nad którymkolwiek z tych procesów. Tak więc przygotowywanie płyty byłą wspaniałą okazją, by w końcu coś kontrolować” – Karen Elson. Jedna z moich ulubionych modelek i żona Jacka White’a.